Dyskografia


Okładka płyty Późne Lato

"Późne Lato" 2017

Kup płytę

Więdną kwiaty na sukni twojej,
Nad śródziemną wodą otuloną mgłą,
Gdzie jeszcze nie tak dawno obmywałem stopy
Po zejściu z autostrady słońca,
W drodze do Perpignan.

Więdną kwiaty na sukni twojej,
Nad czarną wodą, gdzie święciłem brzask
Po nocy pół przeszpanej pod drzewem różanym -
Obmywając twarz z kaca, z krymskiego koniaku Żan Żak.

Nieco drżysz, trochę płaczesz
- Obcas się wygiął, złamał w pół,
Ktoś podjadł ci cukrową watę.
A ty z kieszeniami pełnymi od przejrzałych fig
- Ozdabiasz trumienki na kwiaty.

...W oddali rżą konie, a wiatry ze Wschodu
Płonące lampiony unoszą.
Refleksy błyskającej stali
Zdziwiona wyczesujesz z włosów.

Przy czym drżysz, nieco płaczesz.
Obcas się wygiął - złamał w pół,
Ktoś zamienił ci wino na wodę.
Chciałbym, by kiedyś,
Kiedyś mój malutki syn,
Tak jak ja, schodził buty na tobie.

Więdną kwiaty na sukni twojej
- Po sukni twojej wije się bluszcz.

Cały swój sen przepijam w dzień, oplatam baśnią jawę.
Burzy ci krew, w słońcu słany w step, chłopięcy mój latawiec.

Lecz miast spuszczać psy, ocierasz łzy. Drań kaleczy się czy bawi?
Tak rośnie twój ofiarny bóg, tak barwi ogon pawi.

...A kiedy śpię, odarty z wyśnionych w dzień snów,
To wtulasz się - w pustynny kamień i w lód.

Wolisz synku na wieczorne bajanie
Te północne mgły i półmroki.
Jeśli słońca, to purpurowe
Złych czarownic nad dobrych uroki.

Ta kołysanka najszybciej
Cię do snu spokojnego układa,
W której bestie królewnę i króla
Odzierają z cukru i marcepana.

...pięknie śnij, mój żołnierzu bez nogi,
Ufny w sprawność swej cynowej broni,
Gavroche'u adehadowy
- Szelmo kuta na cztery nogi.

Tu, w tym bezpiecznym kokonie,
Póki co z dala, dzięki bogu,
Od prawdziwych chłopców ze szkłem w oku
I prawdziwej królowej w saniach z lodu.

Późno letni spleen, wrzesień z nieba mży.
Po głowie chodzisz mi, Franciszku od wiekuistych swetrów.
Czy jeszcze skórę masz podszytą kratą, co
Bodaj przy cydrze dałem ci? - wszak niewiele nas było na trzeźwo.

Może cię tam, za którąś wodą, kołysze lala, co moc sztuczek zna,
Lecz nie umie celebrować ciszy.

W swym pióropuszu z kruczych piór
Zasysam gin w salonie damy.
Mam tu koszulę, łóżko i stół,
A stopy ciągle pozdzierane.

Późno letni spleen, wrzesień z nieba mży.
Po głowie chodzisz mi, Amelko od magicznych ciastek.
Czy jeszcze suknię masz, na którą, skoro świt,
Wraz z rosą kładłem się nad rzeką za niewielkim miastem?
Może ciągle wciąż tam, wśród rudowłosego słońca,
Tkwisz jak szamanka, a szkrab - wisi u sukni tej rąbka.

W swym pióropuszu z kruczych piór...

Trzyma Grześ całą wieś - wieś wpatrzona w Grzesia.
A przez dziurkę, wartko ciurkiem, miąższ ze wsi wycieka.
Na ugór, na piach.

A Grześ wódki nie chce pić bez dobrego śledzia.
Tylko mu salceson w smak - na sucho, bez chleba.
Nie dziad on, a pan.

A przez chaszcze od kotlinie
Młody orient na maliny
Bieże w ciżmach z koziej skóry
- Grześ już kosę postawił na sztorc.

Klepie wierna wiara wsi Grzesiowi na fajki,
Choć starość zastanie bez kobyłki, kufajki,
Z wiankiem z czarnych bzów.

Grześ o dobre imię dba, dwoi się i troi,
Koszulę wywabi z plam, spryska smód pokoi.
Oszczercom zada kłam.

I przytuli Burka psa - z kózką zdjęcie robi,
Na znachora babie da, da też i szkrabowi

Piątaka na tran.

A tuż za rzeką cyrk rozbiła
Dziarska trupa Vladimira.
Grześ się boi, że będzie chryja,
Nocną tuli się w gwieździsty koc.

Trochę taki, jak Nemeczek, tyle że na Żuław rubieżach,
Kryłem się w koronach wierzb, jak w warownych wieżach.
W czas śmiertelnych bitw na proce i szable z osik,
Gdy skoble ranily do krwi, a o łaskę nikt nie prosił.
Gdy żeśmy we trzech, już starsi - ja, Marian i Żaba,
W porannej kac-mgle szukali Czarnej Łachy, jak Graala.

Z prądem w termosie, lufką w kieszeni, w stronę płonącej pomarańczy
Szli: Sharer, Cantona, Trifon Ivanov - chłopcy z La Manchy.
Przez pola mleczy, pod strażą gzów.

Nie było wiatraków tam, co mogłyby zamienić się w olbrzyma,
Lecz olbrzym nie jedną ma twarz, więc kopię gotową każdy trzymał.

W jednym z moteli, co na noc skrył przydrożne panny z kości i krwi,
Gdzie chłód, chuć i męski spleen - wybrzmiewa brudną triolą,
Maria wtopiona w lawę i pył, płonie, scalając zmierzch i świt,
A włosów jej pogrzebny kir splata się z aureolą.

I choć na dole barman klnie i ktoś przeklina ciężki sen,
I dzwonią dzwony na nocną mszę - bo ponoć został ktoś wskrzeszony,
W błękitnym habicie, na Twą cześć, składam swój czwarty ślub po kres
Tej chwili, która teraz jest - nie po to, by być zbawiony.

…Z Zachodu na Wschód - z tysięcy miejsc, z cieni splątanych z przypadków w sen,
Akurat te dłonie, te wargi, ta brew - zostały uświęcone.
I przecież Ty też niejeden ślub kośćmi rzucany brałaś już,
W szafie zamknięty niejeden trup - guzik, włos w szczotce zostawiony.

Przed wyjściem wpatrzona w wiosenną szadź,
Hieroglif sczytujesz szczęśliwa, choć za oknem przekornie zdaje się śmiać
Pożółkły elf ogrodowy.

Ave Maria, gratia plena,
W zadartej sukni na przebiśniegach.

Na suchą ściółkę sfrunęło ósme piwo, jak iskra.
Śpisz, pierś ci wypadła, ogniem rozbłysła przystań.
Panienko z portu Odessa, mam pieniądz na noc tylko jedną.
W Stambule spieniężę towar, więc włóż pończochy, jedź ze mną.
Mam krymski koniak, kondomy - harmonię, na której gram ładnie.
Nóż zawsze noszę w skarpetce, więc włos ci z głowy nie spadnie.

Monidła czas nie omija,
Lecz choć bledną kolory, wiedz to,
Że w lustrze, gdy w noc się wygina
- Wciąż cieszymy się wspólną grą.

Lecąc nad morzem czarnym, jak sierść montmarckiego kota,
Splatamy się w chiński latawiec wijący się po obłokach.
Świat jest jak błękitny paciorek, co się oderwał z warkocza,
I który, niknąc gdzieś w dole, jeszcze błyszczy po oczach.

Monidła...

W naszym pokoju między czerwienią a różem - burdelem a pokojem dziecka,
Leżałaś bezwiedna, przeszyta bitterem, czas nam się kończył zapętlać.

Zawlokłem cię na to łóżko przez gotycką bramę.
Pogrzebną ściągnąłem sukienkę, zapłonął twój wianek.
...a teraz rozpraszam się w innym już mieście - choć w tym samym szaliku i butach.
Inna przestrzeń, stół, krzesło, ale brzmienie momentu zapisane w znajomych skądś
nutach.

W zawieszeniu na krańcach znów ćma baru się lepi.
Jest jakieś piękno tej chwili, jakaś siła, co krzepi.
Z zapętlonych w kręgu cieni zostawionych
Wyrabiam pachnidło na wieczór grudniowy.

Pąk czarnej róży w serca rdzawym śniegu nocą kwitł,
Gdy zeszłaś z fotografii na piwa trzy.
By rano bóg, jak i niebo me całe,
Klął na sepię twych ud i w pacierzach zamęt.

Bo dzień mija za dniem,
Cień przygniata cień
A pod banderą
Czarnej róży, noc w noc,
Wszyscy święci wciąż
Idą, i swego strzegają.

Pąk czarnej róży w serca twardej korze nocą kwitł,
Gdy margaretki, synku, w ogrodzie rwałeś mi.
By rano mój bóg łzy po krańce nieba
Wylewał za świat, którego już nie ma.

Bo dzień...

Na ścianie - papież z Modgilianim,
Mysi golf, pod nim czarny stanik.
Grzeje piec, bo co rano pali
Matka jej, ołów jej - wino, chleb.

Zwą ją tu Lea Płoche Serce.
Lea, co wszystkie lustra w mieście
Stłukła w mak, aby nie zobaczyć,
Jaka właściwie jest ta jej twarz.

By trwał ład, obie jemu wierne.
Święczą się rosoły, mizerie.
Brnie przez zasp krochmaloną pościel
Owinięty celofanem cień.

...Lecz za siedmiu gór, zakuty w stal,
Wiedzie orszak waleczny jarl.
By zabrać ją - Lea to wie i czeka
W sukni z ostów i rdzy.

Siwa już czeka, pijąc z piersi.
Osesek, mszyca na czereśni.
A przecież jeszcze zeszłej wiosny
Z Lisą biegała po Bullerbyn.

...Lecz za siedmiu gór...

Natura dała Zuzi czar - nadwyżkę czaru można sprzedać.
Tyłek w serducho, cyc na schwał i głos jak diwa chóru nieba.

Zuzanna zatem chciałaby, by o tym wiedział ten, kto żyw, chociaż od Ustki do Podhala.
Więc lgnie do dziada, co w pewnej grze oddziela ponoć ziarna od plew
- Dziada, co w pudle Graala znalazł.

Strzeż, Zuzanno, się strzeż. Ten bóg dla Zuzi nic dobrego.
Bo wiesz, ten laur i łza - tańczą dla niego!

W świecie narcyzmu jest prosta gra - nie o szacunek, a o sprzedaż.
Połykacz ognia, pożeracz szkła, sra na eteryczny twój poemat.
Wiara chce cyrku, kasta krwi, więc trzeszczą kości, lecą łzy - choć czasem i węglarz
dotknie nieba.
Obraz najświętszej matki, mit, od dawna ma pitbulla kły, łapę podaje tym, co trzeba!

Strzeż Zuzanno...

inst.


Copyright by Bartek Kulik & Późne Lato. Site by RATstudios Toruń

Copyright by Bartek Kulik & Późne Lato. Site by RATstudios Toruń